Wspomnienia z Egiptu, zima i kilka ważnych spraw o rozwoju bloga

0

Afrykańska przygoda zakończyła się ponad miesiąc temu.

Na zdjęciu bałwanek zrobiony z idealnie białego piasku na Zanzibarze;). Zdjecie na ocieplenie klimatów.
Wracałam z Tanzanii przez Egipt. Tym razem było super – z tej racji, że lotnisko postarało się i zorganizowało dla osób oczekujących dłużej niż 6 godz. pobyt w hotelu, czyli zgodnie z obowiązującymi przepisami;). Miałam 16 godzin do dyspozycji. Zaraz po przyjeździe do hotelu, zafundowałam sobie kilkugodzinne zwiedzanie Kairu taksówką, brzmi dosyć snobistycznie;), ale było to najbezpieczniejsze rozwiązanie a koszt 5 godzinnej wycieczki po męczącym targowaniu 40 dolarów – 20 dla kierowcy i 20 dla hotelowego naganiacza. (Czy im się to opłaca? Raczej tak, za 1 dolara mogą kupić 3 litry benzyny.)
Była już niedziela wieczór, więc zwiedzanie muzeów, czy innych atrakcji było niemożliwe. Zobaczyłam z zewnątrz piramidy, kościół koptyjski, gdzie ukrywała się podczas ucieczki do Egiptu Święta Rodzina, przejechaliśmy na plac, gdzie zawsze odbywają się protesty, kilka meczetów… i tyle, wróciłam do hotelu. Zwiedzanie mocno powierzchowne.

Na lotnisku złożyłam reklamację, dotyczącą poprzedniego oczekiwania w strefie bezcłowej przez 26h. Do tej pory nie otrzymałam odpowiedzi, ale będę informować na bieżąco jeżeli coś w tej sprawie się ruszy. Reklamację złożyłam z czystej ciekawości, jak zareagują na moją skargę – było to tak dawno, że złość już mi na całe szczęście przeszła;).

Koniec roku, jest dobrym czasem na podsumowania oraz dalsze plany. Postanowiłam grudzień oraz święta spędzić w Polsce, pracując przy tym dość intensywniej nad projektami, których głównym celem jest powiększenie pasywnego dochodu. Prace idą dość intensywnie, a za oknem zimno i śnieg, śnieg, śnieg:)!!!
Decyzja więc trafiona! Ale w głowie rodzą się kolejne plany wyjazdowe na 2013 rok, zaczynam oczywiście od Teneryfy, już w połowie stycznia. Planowałam nieco później, ale niespodziewanie wyszperałam bilety przez Barcelonę za 40 euro, więc nie czekając, kupiłam. Mam także dalsze plany, ale plany jak to plany.. jeszcze zweryfikuje je rzeczywistość;), trzymanie się kurczowo jednej określonej wizji nie zawsze jest takie super – ważne tylko, aby było spełnione główne założenie mojego podróżowania: nie wydawać więcej, niż koszt życia stacjonarnego.

A teraz najważniejsze. Postanowiłam zakupić nowy aparat fotograficzny. Mój obecny Olimpus:

Sprawdza się super jeżeli zależy mi na dyskrecji, ale nie raz przeżywałam frustrację, w momencie, gdy chciałam utrwalić ciekawą sytuację, ale Olympusik nie dawał sobie rady i rozmazywał obraz, przekłamał kolory i inne tego typu historie. Nie ma co oczekiwać od malucha że będzie mercedesem, dlatego też rozglądam się za nowym sprzętem, który pozwoli mi rozwijać bloga.

Share

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *