Tanzania. Małe podsumowania

3

Są rzeczy o których już dziś wiem, że będzie mi brakować, gdy wyjadę z Tanzanii.


1. Nieprzewidywalność
Początkowo ze swoim północnym, chłodnym nastawieniem chciałam mieć z góry wszystko zaplanowane, wiedzieć co danego dnia będę robić, jakie zadania są do ukoczenia. Ktokolwiek, cokolwiek myśli, to nie jestem tu na wakacjach, więc chciałam, aby czas był maksymalnie wykorzystany. Ale nie da się. Po prostu się nie da! Przez pierwsze dwa tygodnie jeszcze mnie to nieco irytowało, ale punktem przełomowym był dzień, w którym super nowoczesna pralka zabarwiła wszystkie moje białe ubrania na zielono – w zbiorniku z wodą najprawdopodobniej zebrały się glony. Faktycznie kran z którego pralka pobierała wodę, jako jedyny miał na sobie zielonoseledynowy zaciek. W międzyczasie dowiedziałam się, że powinnam uważać robiąc pranie na…. zieloną mambę! Myślałam początkowo, że to jakiś żart, ale dla bezpieczeństwa rozglądałam się na około i z nieco większą uwagą stawiałam stopy na ścieżce prowadzącej do pralnii. Na szczęście nie było mi dane spotkać się z tym kolorowym zwierzątkiem.
Czasowe wyłączenia prądu, również wytwarzają w człowieku mechanizmy obronne, skutecznie chroniące psychikę przed zbytnim perfekcjonizmem w dziedzinie dotrzymywania terminów. I właśnie w takich okolicznościach ciągłej niepewności, gdy nawet wyjazd do miasta lokalnym autobusem jest wyzwaniem, umysł wpada w taki dziwny stan relaksu: skończę pracę, jak skończę, dojadę tu i tu jak dojadę etc.

2. Ocean Indyjski
Ocean Indyjski jest perfekcyjny. Wydaje mi się, że nic więcej nie muszę dodawać. Podróż na Zanzibar dopiero przede mną (o ile do niej w ogóle dojdzie;>), ale już tu w Dar nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to jedna z piękniejszych rzeczy na świecie.

3. Atmosfera na ulicach

W tym całym chaosie, jaki panuje na ulicach, jest jakaś logika i niepowtarzalna atmosfera. Obecny na około drobny handel, lokalne fastfoody, do których polski sanepid przyczepiłby się bez wątpienia:D, po 19:00 stoiska oświetlane oliwnymi lampkami, piki-piki, czyli mototaksówki, oraz trójkołowce dla nieco zamożniejszych, autobusy wypełnione ludzmi bardziej niż po brzegi. Mniej sympatycznym aspektem tej atmosfery jest wszechobecna prowizorka, ale może o negatywnych obserwacjach nie będę dziś pisać.

4. Ludzie i język
Jakoś tak przyzwyczaiłam się, że na około mnie przeważnie suahili;). Mambo, karibu, rafiki, a nawet i słowa mzungu coś czuję, że będzie mi brakować:P.

5. Ruch lewostronny i piki-piki
Pierwszy raz skorzystałam z moto-taxi jadąc na plażę – od promu [w Dar nie ma mostu, a dwie części miasta przedzielone są rzeką, więc pozostaje przeprawa promem] do hotelu z prywatną plażą, było dość sporo kilometrów, abym mogła przekonać się, że nie taki straszny ten środek transportu. Od tego momentu jeżdżę piki-piki do szkoły (wracam szkolnym autobusem, razem z dziećmi, co też jest czasami dość zabawne, przykładowo dziś jedna z dziewczynek bardzo chciała dotknąć moich prostych, dość jasnych jak na afrykańskie standardy, włosów:P).
A ruch lewostronny… powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że jest bardziej naturalny.

6. I kilka innych drobiazgów…
takich jak smażone banany, super owoce, albo też gekon zamieszkujący sufit mojego pokoju i skrupulatnie czyszczący ściany z owadów:D. No ale cóż, nie ma co wpadać w sentymentalny nastrój, przede mną jeszcze 2.5 tygodnia tanzańskiej przygody. Prace zbliżają się do końca, więc mam nadzieję zrobić sobie kilka dni urlopu pod koniec pobytu. W głowie pojawiło się kilka pomysłów, jak takie wolne dni wykorzystać – jezioro Wiktorii, zwiedzić kopalnię diamentów w północno-zachodniej części kraju (to taka moja mała fanaberia:P), albo właśnie Zanzibar. Ale niestety, czasu wystarczy tylko na jedną opcję.

Share

3 Comments

  1. adrian says:

    Hej, kilka dni temu trafiłem na Twojego bloga, bardzo ciekawie piszesz i wciągasz w ten świat.. akurat 2 tyg temu wróciłem z Lanzarote:) w zeszłym roku byliśmy na GC i się zakochaliśmy w wyspach:)
    Mam do Ciebie pytanie i myślę, że na pewno będziesz w stanie odpowiedzieć:)
    A mianowicie.. kwestia internetu.. masz jakieś stałe łącze domowe na linii telefonicznej vide w PL Neostrada itp.? czy może jakieś wifi ?
    Czy też korzystasz z usług telefonii komórkowej tj. w PL blueconnect itp. ?
    Chodzi mi o to, że gdziekolwiek nie jestem to moja praca wymaga zmiennego IP… da się ? jakie są koszta i na jakiej podstawie da się zakupić taki Internet(w sensie jakie dokumenty trzeba przedłożyć-miałbym cały czas utrzymywać się z działalności w PL) ?
    Wiem, że moje pytania dla osoby tak obytej z Internetem i komputerami mogą wydać się banalne, ale.. pytać nie zaszkodzi, bedę bardzo wdzięczny za odpowiedź!!! :)

    Pozdrawiam serdecznie!

  2. monique monique says:

    Odpowiadam dopiero teraz, ponieważ troszkę wędrowałam, i nie za bardzo miałam dostęp do internetu. Jeżeli chodzi o internet vodafone miałam już podłączony w domu, więc nie za bardzo musiałam czegokolwiek poszukiwać, jak działało, to działało dobrze, ale niestety czasem ADSL nie działał i doprosić się czegokolwiek od vodafonu było ciężko, więc może lepiej inną firmę wybierz jeżeli miałbyś taką możliwość. Zmienne IP jak najbardziej, rozwiązania znane z neostrady. Koszt ok 30-40euro w zależności od pakietu, na jakim Ci zależy.

    • monique monique says:

      Drobna aktualizacja dotycząca ADSL: jeżeli miałabym polecić jakąś firmę, to tylko i wyłącznie ONO, internet podłączyli w 2 dni, dodatkowo zbierają liczne pozytywy w sieci za obsługę klienta.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *